Uncategorized

Gatunki kotów

Pierwszy z kotów to po prostu kot. Kotoliszka to kotka, która zamienia w kamień. Kotowirówka – kot, który zapomniał o tym ze ogon porusza się za nim z identyczną prędkością. Trajkot – taki trójkątny. Garfield – literacka (komiksowa) hiperbolizacja wszystkich kocich cech. Kotara – kot, który coś ukrywa. Kotlet – mmm… ten jest najsmaczniejszy. Kot aryjski – jest zawsze biały i czysty rasowo, nie miesza się z inną rasą kotów. Koty te zazwyczaj atakują Murzynów, Żydów i Arabów. Na ogół występują w Niemczech. Kot kreskowy – groźny, lecz zneutralizować go można za pomocą wiązki lasera o odpowiednio dobranej mocy (wiąże się to z kosztami, jakie później musimy ponieść). Najczęściej ukrywa się na flaszkach po winie. Koterie – koty pozostające w związkach zależno-grupowych. Kot pocztowy – zazwyczaj ma przypisane miasto występowania. Kot ściekły – najczęściej występuje w domach jednorodzinnych, pomalowanych białą gładzią gipsową. Charakteryzuje się pozycją wygiętą oraz oczami niewyraźnymi. Kot Morse’a – krzyżówka kota kreskowego i kropkowego. Kot wojskowy – ten rodzaj kociaka jest bardzo często głaskany przez starszych wojskowych, przez co ma duże ubytki zdrowotne. Kot pogrzebowy – inaczej kot grabarza, charakteryzuje się brakiem siekaczy i ogona. Podobny do kota-liny i zajmuje jako legowisko foteliki samochodowe dla dzieci.

5 przykazań egzaminacyjnych

Po pierwsze – nie telefonuj do egzaminatora w sprawach egzaminacyjnych, a tym bardziej nie zlecaj tego rodzicom, sąsiadom, teściowej czy swemu spowiednikowi. Pamiętaj, że telefon egzaminatora to nie informacja ani odtłuszczacz, zegarynka, „gorąca linia”, telefon zaufania, pogotowie psychiatryczne. Po drugie – jeśli przyszedłeś na egzamin, to nie uciekaj spod drzwi. Nie bój się poznać siły swego intelektu. Nie każdego, jak tylko zaczyna myśleć, od razu głowa boli. Po trzecie – ubierz się odpowiednio. Egzaminator z pewnością Cię nie przyjmie, jeśli uzna, że wyskoczyłeś właśnie na piwko, a do niego wpadłeś przechodząc. Zważywszy, że niektórzy panowie nie rozumieją słowa „odpowiednio” komunikuję, że jeśli masz na sobie dżinsowe portki, sweterek lub koszulę bez krawata, to w takim stroju możesz udać się co najwyżej na egzamin na kartę rowerową albo na wieczorek poetycko-muzyczny. Po czwarte – oczekując na egzamin nie wydzieraj się wniebogłosy ani nie wydawaj oślich ryków, nie mówiąc już o dźwiękach, co do których egzaminator nie może wyjść z zadziwienia, że mogą pochodzić z ludzkiej krtani. Nie jesteś ani w zoo, ani na rykowisku, ani na meczu piłkarskim. Po piąte – nie żuj gumy. Nie jesteś krówskiem na pastwisku, które musi przeżuwać treść żołądkową, a egzaminator nie jest weterynarzem.

Wpadki polityków

Również do niewątpliwych i niekwestionowanych politycznych i obyczajowych wpadek, można zaliczyć sytuację, w której to prezydent Bronisław Komorowski wygłaszając jedno ze swoich (jak zwykle) kwiecistych i kaznodziejskich przemówień, posiłkował się kartką, na której były wydrukowane wiadomości z Wikipedii dotyczące Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie jestem ani fanem Prawa i Sprawiedliwości, ani Platformy Obywatelskiej, ani żadnej innej opcji politycznej, ale trzeb przyznać, że gdyby takie coś przytrafiło się Świętej Pamięci Lechowi Kaczyńskiemu, to obśmiewanie, wyszydzanie i piętnowanie tego w mediach trwałoby o wiele dłużej i byłoby znacznie bardziej intensywne. Co to tak naprawdę znaczy? Otóż nic innego, jak tylko to, że Platforma Obywatelska ma wśród społeczeństwa większy kredyt możliwego obciachu. Czy to dobrze? Nie wiem, bo może to znaczyć, że obecne władze traktujemy nie do końca poważnie. Rządzącym jednak wydaje się to w ogóle nie przeszkadzać. Zarówno tym, którzy rządzili dawniej jaki i tym, którzy rządzą dziś, bowiem co jakiś czas podrzucają mediom jakiś ciekawy powód do wyszydzania i śmiechu.

Dowcip przekreślił karierę posła

Czy ktoś jeszcze pamięta niejakiego pana posła Roberta Węgrzyna? Tak. To ten sam, który opowiadając dla dziennikarzy zasłyszany od kolegi dowcip skompromitował się totalnie. Mówiąc w skrócie, chodziło o to, że na lesbijki, to pan poseł by sobie z chęcią popatrzył. Może to i prawda. Może nawet jest to ten rodzaj prawdy, którą poparłaby większość mężczyzn gdzieś w kameralnych towarzyskich rozmowach. Należy jednak pamiętać, iż jest zasadnicza różnica między mówieniem czegoś w gronie kameralnym, a wypowiadaniem się do kamery. Tą wypowiedź zaliczono panu posłowi jako wpadkę. Ba! Jako wpadkę niewybaczalną, bowiem najprawdopodobniej nie znajdzie się dla niego miejsce na listach PO na jesieni. Co ciekawe, jeden, głupi kawał rujnuje karierę polityczną szeregowego posła, a zamieszanie na kolei nie wpływa na pozycję ministra Grabarczyka. To wydaje się być dopiero wpadka jakich mało. Nie mniej jednak takie jest już polskie życie polityczne. Karmi się ono chwilowymi skandalami, żartami i sytuacjami, oby być jak najdalej od realnych problemów. Może kiedyś to się zmieni? Może już na jesieni? Czas pokaże.